W przypadku innych "kandydatek" do mojej kolekcji również nie osiągnąłem sukcesu - przebicia interesujących mnie pozycji były zbyt wysokie i rezygnowałem z walki. Został brakteat, który prezentuję na zdjęciu. Od dawna ciekawiło mnie, jak takie cudo, będące oryginalnym wytworem kultury europejskiego średniowiecza, wygląda na żywo. Ciekawość została zaspokojona, a wrażenia są bardzo pozytywne:
O samej postaci emitenta nie chcę się nadmiernie rozpisywać, zresztą niewiele o nim wiem. Biskup Hartmann sprawował swój urząd w Augsburgu w latach 1248-86. Pochodził ze szwabskiego rodu Dillingen. I to niech wystarczy za wzmiankę o nim. Natomiast warto wspomnieć w kilku słowach o prezentowanym typie monety. Mennictwo średniowieczne opierało się na systemie wprowadzonym przez Karola Wielkiego. Przez kilka stuleci praktycznie jedynym typem monety był denar - nazwę przejęto z tradycji starożytnego Rzymu. W krajach niemieckojęzycznych obowiązywał termin "pfenig", od którego wywodzi się nasz "pieniądz".
Nie oznacza to, że monometaliczne systemy pieniężne oparte na jednym nominale były czymś statycznym i niezmiennym. Niestety, ich dynamika miała głównie negatywny wymiar. Ograniczone zasoby kruszcu i permanentna stagnacja gospodarcza - bez instytucji kredytu, niedopuszczalnej za sprawą średniowiecznej katolickiej etyki gospodarczej, nie ma mowy o inwestycjach; bez inwestycji nie ma rozwoju, jak wiemy co najmniej od czasów Keynesa (a zapewne znacznie dłużej) - sprawiały, że kolejne emisje władców miały tendencję do spadku zawartości kruszcu. Monety stawały się coraz lżejsze i mniejsze albo obniżano w nich zawartość srebra. Ten swoisty podatek inflacyjny, który w Polsce najostrzej wystąpił za panowania Mieszka Starego, przeprowadzającego "odnawianie monety" być może nawet trzy razy w roku, przy stałym obniżaniu ich wartości, również stanowił hamulec rozwoju ekonomicznego. Gruby pieniądz na potrzeby handlu dalekosiężnego nie istniał, nie był zresztą potrzebny: handel występował w bardzo ograniczonym zakresie, a miasta i drobne organizmy polityczne były praktycznie autarkiczne.
Ciągłe obniżanie masy monet miało swoje fizyczne ograniczenia. W XII w. ktoś wpadł na pomysł, żeby wybijać monety jednostronnie, z użyciem jednego stempla, na bardzo cienkiej blaszce. Nadal nazywano je denarami, dopiero w czasach nowożytnych popularność zyskał termin "brakteat", od łacińskiego słowa "bractea" = cienka blaszka. Zabieg ten umożliwił znaczne zwiększenie rozmiarów monety przy zachowaniu małej wagi - a to przyczyniło się do rozwoju bardziej urozmaiconych przedstawień. Są wśród nich, obok postaci duchownych i władców (w zbroi lub majestacie), także m.in. elementy architektoniczne, a także rozmaite herby. Nie były to jednak pieniądze trwałe - szybko ulegały zużyciu, pękały, sklejały się w sakiewce. Zaczęto więc wybijać je tworząc wydatny wałek wzdłuż obrzeża - co usztywniało blaszkę i sprawiało, że była znacznie bardziej wytrzymała. Tak jest i w przypadku mojego egzemplarza. Nieduże pieniążki z bardzo grubym wybrzuszeniem nazwano wręcz brakteatami guziczkowymi.
Na prezentowanej monetce widzimy biskupa z pastorałem po lewej stronie. Po stronie prawej skrzydło (chyba nienależące do biskupa...). "Kreska" wizerunku jest charakterystyczna dla tego typu numizmatów - rytownicy stempli nie dysponowali najwyraźniej zbyt precyzyjnymi narzędziami. Brakteat ma ok. 22 mm średnicy, a więc jest minimalnie większy niż przeciętny trojak z czasów Zygmunta III. Jego masa to zaledwie 0,77g.
***
Epilog ;-)
Wkrótce będzie druga moneta! Trojak Batorego wylicytowany na Allegro dzień po aukcji WCN, bez "kolorków" i w rozsądnej cenie. Od dawna czatowałem na ten typ - jest to więc miłe dopełnienie letniej aukcji stacjonarnej. Najpóźniej pojutrze powinien pojawić się poświęcony mu wpis. Zapraszam!