czwartek, 7 lipca 2011

Szeląg koronny i litewski Jana Kazimierza

Lipiec na moim blogu będzie w dużej części poświęcony mennictwu Jana Kazimierza. Pierwszy post czerwcowy stanowił omówienie pięknej, barokowej monety mennicy miejskiej w Toruniu. Jednak ostatni z Wazów na tronie polskim znany jest przede wszystkim z monety drobnej i bardzo kiepskiej, którą bito za jego rządów od 1659 r. dla zapełnienia olbrzymiej "dziury budżetowej" i wypłacenia zaległego żołdu żołnierzom w tych ciężkich, wojennych czasach.

Temat, który podejmuję, jest dla mnie trudny z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, lubię kolekcjonować i fotografować piękne monety. Szelągi miedziane na pewno do takich nie należą. Mają brzydki wizerunek króla i są często wybite bardzo niedbale. Do tego rozmiar - ledwie 16 mm średnicy, niekiedy zaś mniej - nie pozwalał na przedstawienie odpowiednio finezyjnego projektu graficznego. Ciężko się fotografuje te - nawiązując jeszcze do określenia ze średniowiecznych kronik z czasów psucia pieniądza w okresie rozbicia feudalnego - plewy. W dodatku plewy miedziane, często skorodowane. Po drugie, o boratynkach powiedziano już w różnych miejscach bardzo wiele. Dlatego chcę tym razem napisać nieco więcej niż zwykle, aby nie powielać najczęściej przedstawianych informacji, ale również może trochę skompensować małą atrakcyjność zdjęć. Ale dość już narzekania, czas na prezentację:


Awers: Jan Kazimierz Król TLB


Rewers: Szeląg Królestwa Polskiego 1664


No właśnie - "TLB". To inicjały pomysłodawcy tych przysłowiowych "złych szelągów", pierwszej na masową skalę bitej w Polsce (i chyba również w całej Europie) podwartościowej monety miedzianej. Niejaki Tytus Liwiusz Boratini (oryginalnie Burattini), Włoch z pochodzenia, pojawia się na kartach historii polskiego mennictwa początkowo jako dzierżawca mennicy krakowskiej w roku 1658. Chyba nikt nie spodziewał się, jak pomysłowy okaże się ten człowiek, wynalazca wagi hydrostatycznej, za pomocą której określił ciężar rtęci oraz maszyny latającej z kotem w środku(!)[1]. W tym samym 1658 r. wystąpił on na Sejmie w Warszawie z propozycją bicia szelągów z czystej miedzi, w dodatku podwartościowych (o masie niższej niż odpowiadająca wartości nominalnej).

Szelągi miedziane (zwane boratynkami) bito w latach 1659 - 1668 w liczbie ponad miliarda sztuk na kwotę - wg różnych szacunków - od 11 do 16 mln złotych polskich. Najliczniejsze, a przez to obecnie najpospolitsze emisje pochodzą z roczników: 1660, 1661, 1663, 1664 i 1665. W 1660 r. wybito pewną ich liczbę w srebrze[2]. Początkowo na potrzeby bicia tych miedziaków otwarto mennicę w Zamku Ujazdowskim (wówczas) pod Warszawą. Później zajmowały się ich emisją także mennice w Brześciu, Kownie, Malborku, Oliwie i Wilnie. Prawdopodobnie nie bito natomiast boratynek w dzierżawionej przez Boratiniego mennicy krakowskiej, w której produkowano monety srebrne. Emitowano dwa podstawowe typy boratynek: z Orłem na rewersie dla Korony i Pogonią dla Litwy. Zdjęcia poniżej ukazują rewersy monet dla Wielkiego Księstwa Litewskiego. Zamieszczam dwa, żeby ukazać szerzej defekty mennicze. Szczerze mowiąc, na pierwszym Pogoń kojarzy mi się raczej z Centaurem skrzyżowanym ze Śmiercią.





Żołnierze niechętnie przyjmowali te pieniążki, które w obrocie handlowym szybko traciły na wartości. Wypłata żołdu w boratynkach była nawet przyczyną buntów. Skutki ekonomiczne przewidziano jeszcze przed emisją - przeciw niej protestowały stany pruskie, szczególnie zaś przedstawiciele Gdańska[3]. Boratini był oskarżany o bicie większej liczby monet, niż przewidywała umowa. Nie lubiano go również ogólnie z powodu niskiej wartości monet i jej niekorzystnych skutków dla ludności, a także wielkich zysków, które osiągał ze swojej działalności w ciężkich dla społeczeństwa czasach. W 1662 r. wynalazca musiał tłumaczyć się ze swoich poczynań przed Komisją Sejmową we Lwowie, oczyszczono go jednak z zarzutów. Następnie długo kazał się prosić o podpisanie nowej umowy na dalsze, jeszcze liczniejsze emisje.

Emisja boratynek, mimo że stanowiła nową formę opodatkowania inflacyjnego ludności, nie była z gruntu niekorzystna dla gospodarki Rzeczypospolitej. Choć można wskazać liczne negatywne jej skutki ekonomiczne i społeczne - jednym z nich jest wprowadzenie zamętu w stosunkach menniczych, pogłębionego od 1663 r. emisją podwartościowych złotówek Andrzeja Tymfa - są również pewne pozytywne strony tej inicjatywy. Przynajmniej częściowo umożliwiła pokrycie deficytu budżetowego i wypłatę zaległego żołdu. Należy pamiętać, że z założenia szelągi miedziane miały w "lepszych czasach" zostać wymienione na pieniądz pełnowartościowy. Idea więc nie była nowa - już w starożytności w chwilach kryzysowych państwa potrafiły posłużyć się tymczasowo tą swoistą formą pieniądza fiducjarnego, której towarzyła obietnica wymiany na pieniądz kruszcowy o stosownej wartości wewnętrznej. Tak się jednak nie stało w przypadku Rzeczypospolitej drugiej połowy XVII wieku. Następny zaś wiek przyniósł upowszechnienie się tego typu emisji w całej Europie. Boratini okazał się jednym z prekursorów nowożytnej monety podwartościowej. Dla mieszkańców Rzeczypospolitej był jednak głównie symbolem kiepskiego pieniądza i początku długiego okresu, w którym kursowały w obiegu dwa jego rodzaje: moneta bieżąca (łac. "moneta currens") i moneta dobra (łac. "moneta bona"). Posiadacze tej pierwszej musieli liczyć się z tzw. ażio, które w praktyce oznaczało konieczność uiszczenia znacznie wyższej kwoty za nabywane towary, niż w monecie dobrej.

Na koniec jestem winny mniej obeznanemu z tajnikami numizmatyki Czytelnikowi wyjaśnienie, czym był szeląg jako jednostka monetarna. Po raz pierwszy pojawił się w państwach niemieckich w drugiej połowie XIV na fali ogólnoeuropejskich tendencji do bicia monety grubszej niż średniowieczny denar. Było to już blisko 100 lat od wprowadzenia groszy w Europie Środkowej. Pierwsze szelągi bili na ziemiach polskich Krzyżacy od czasu wielkiego mistrza Winrycha von Kniprode. Z czasem ustaliło się w Polsce, że szeląg odpowiadał wartością sześciu denarom, stanowiąc 1/3 grosza. Jak nietrudno się domyślić, po okresie rewolucji cen na przełomie XVI i XVII w. była to bardzo drobna moneta - w epoce Jana Kazimierza denary nie były już fizycznie istniejącą monetą, choć nadal wykorzystywano je jako jednostkę obrachunkową. Szeląg stał się więc najdrobniejszym rodzajem pieniądza występującym w obiegu gospodarczym. Łacińska nazwa szeląga to "solid", niemiecka - "schilling", która w Austrii przetrwała do wprowadzenia Euro. Do reformy pieniężnej w 1972 r. szyling stanowił również 1/20 funta szterlinga w Wielkiej Brytanii, a obecnie jest walutą w niektórych państwach afrykańskich.

[1] Henryk Wojtulewicz, "Czy w mennicy krakowskiej wybijano boratynki?", Biuletyn Numizmatyczny, lipiec - wrzesień 1996.
[2] Henryk Radzikowski, "Atlas monet polskich i litewskich od XVI do XVIII wieku", Warszawa 2008.
[3] Henryk Wojtulewicz, "Pieniądz polski za Jana Kazimierza", Warszawa 1971.

1 komentarz:

Tadeusz Borek pisze...

Bardzo ładny szeląg, ale niesłychanie ciężki do zdobycia jeśli ktoś myśli aby go mieć w prywatnej kolekcji. Jak dla mnie wystarczy jak na razie posiadanie sporej kolekcji srebrnych monet http://www.skarbnicanarodowa.org/srebrne-monety które są jak dla mnie bardzo dobrym okazem kolekcjonerskim. No nie mówię, że taki szeląg by mi się nie przydał :)