Dzisiejszy wpis należy do tych jedynie luźno związanych z tematyką bloga. Raz na jakiś czas pozwalam sobie wylicytować za granicą jakąś niezbyt drogą monetę wybitą w starożytnej Grecji. Mennictwo tego regionu antycznego świata jest moim zdaniem szczególnie ciekawe - aż szkoda, że w Polsce spotyka się z małym zainteresowaniem, ustępując znacznie łatwiej dostępnym monetom imperium rzymskiego. Różnorodność pieniądza starożytnej Grecji jest imponująca, odzwierciedlając mnogość politycznych bytów ulokowanych w basenie Morza Egejskiego w czasach antycznych - o dalej położonych koloniach nie wspominając - i zmienne losy poszczególnych polis, toczących wojny tak między sobą, jak i z zewnętrznymi najeźdźcami. Przedstawień na monetach mamy całe mnóstwo: różne gatunki fauny i flory, postaci mitologicznych, przedmiotów. Po ateńskiej tetradrachmie z czasów Peryklesa i nieco późniejszym nomosie (odpowiedniku didrachmy) z Metapontu w południowej Italii przyszedł czas na jeszcze drobniejszą monetkę, podobnie jak wymienione wybitą w srebrze: drachmę z Efezu, pamiętającą pierwszą połowę drugiego stulecia przed Chrystusem. Oto jej zdjęcia w znacznym powiększeniu (numizmat osiąga niespełna 18mm):
Efez był ważnym ośrodkiem starożytnej Jonii, położonym przy ujściu rzeki Kaystros do Morza Egejskiego. Dzisiaj to oczywiście zachodnie wybrzeże Turcji. Blisko stąd do innej starożytnej krainy - Lydii, której przypisuje się wynalazek monety w VII w. p. Chr. Z miastem związana jest postać filozofa Heraklita. Według legendy miała tutaj spędzić ostatnie lata ziemskiego życia Maria z Nazaretu, a wraz z Nią św. Jan ewangelista. Jej osobie zostały zresztą później poświęcone obrady soboru efeskiego w 431 r. Miasto odwiedzał św. Paweł, który miał nawet zatarg z miejscowymi rzemieślnikami, pikietującymi podczas głoszenia nauk. Wszystko przez spadek zamówień związanych z lokalnym kultem Artemidy. W ten sposób dotarliśmy do tematu wyobrażeń na monecie. Są one związane właśnie z uznawaną za opiekunkę miasta boginią. Stąd na awersie przypisywana jej pszczoła (kapłanki świątyni Artemidy nazywane były pszczółkami), na rewersie natomiast palma, pod którą miała się urodzić, oraz inny jeszcze jej symbol - jeleń.
Ciekawostką jest wybijanie na rewersach monet efeskich imion urzędników (sędziów?) nadzorujących emisje w kolejnych latach. Stąd znaczna różnorodność - można to tak chyba określić - typów napisowych tych numizmatów. Na przedstawionym wyżej swoje imię umieścić kazał niejaki Automedon.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grecja. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 września 2016
piątek, 28 lutego 2014
Nomos (didrachma) z Metapontu
W południowej części Italii, nad Zatoką Tarencką w dawnej Lukanii, starożytni Grecy założyli w początkach VII w. przed Chrystusem kolonię Metapont. Około połowy VI w. ten bogaty ośrodek rolniczy, eksportujący intensywnie zboże, zaczyna bić piękne monety. Początkowo przedstawiają one na awersie kłos zboża oraz napis META, niekiedy w wersji bardziej rozwiniętej. Urozmaicenie stanowią czasami dodatkowe elementy wizerunku, np. obok kłosa zdarza się przedstawienie myszy, mrówki czy konika polnego. Na tym początkowym etapie bije się monety techniką incusum, co oznacza, że druga strona numizmatu nie ma de facto wizerunku, a jedynie puncowany kwadrat. Na początku drugiej połowy V w. monety zyskują już dwustronność. Zdarzają się wtedy emisje z przedstawieniem kłosa na obu stronach, przy czym na jednej jest ono wypukłe, na drugiej wklęsłe (nie jest to jednak jednostronność, którą znamy ze średniowiecznych brakteatów). Następnie kłos przeniesiony zostaje na rewers, zaś na głównej stronie pojawia się przedstawienie bóstwa. Początkowo jest to między innymi Apollo, później także bóg rzeki Acheloos z głową byka. W następnych wiekach pojawi się również wizerunek brodatego mężczyzny w hełmie korynckim - Leukipposa, legendarnego założyciela Metapontu.
Na poniższym zdjęciu widzimy jeszcze kogoś innego - boginię płodności, urodzaju i rolnictwa Demeter, z wieńcem zbożowym na głowie. Moneta, którą wylicytowałem niedawno za oceanem, to nomos - równa dwóm drachmom (waga 7,53 g, średnica 22 mm) - wybita między 400 a 340 r. p. Chr.
Przyznam, że ze zdobyciem tego pięknego kawałeczka starożytności miałem trochę nerwów. Po dotarciu do Londynu z Nowego Jorku, moneta nadana została przesyłką Royal Mail. W trackingu wskazano po tygodniu, że dostarczono ją w Polsce do adresata - o czym nic nie wiedziałem. RM przekazał ją w naszym kraju kurierowi GLS. Błędny adres nadania (ucięta jedna cyfra) spowodował, że nie mógł mi on jej dostarczyć. Ja tymczasem myślałem, że przesyłkę dostarczy Poczta Polska i obszedłem okoliczne placówki w poszukiwaniu zguby. CNG ocalił jednak swój honor - szybko udzielili mi informacji, że przesyłka od ponad tygodnia leży w jednym z pobliskich kiosków - punkcie odbioru GLS...
Na poniższym zdjęciu widzimy jeszcze kogoś innego - boginię płodności, urodzaju i rolnictwa Demeter, z wieńcem zbożowym na głowie. Moneta, którą wylicytowałem niedawno za oceanem, to nomos - równa dwóm drachmom (waga 7,53 g, średnica 22 mm) - wybita między 400 a 340 r. p. Chr.
Przyznam, że ze zdobyciem tego pięknego kawałeczka starożytności miałem trochę nerwów. Po dotarciu do Londynu z Nowego Jorku, moneta nadana została przesyłką Royal Mail. W trackingu wskazano po tygodniu, że dostarczono ją w Polsce do adresata - o czym nic nie wiedziałem. RM przekazał ją w naszym kraju kurierowi GLS. Błędny adres nadania (ucięta jedna cyfra) spowodował, że nie mógł mi on jej dostarczyć. Ja tymczasem myślałem, że przesyłkę dostarczy Poczta Polska i obszedłem okoliczne placówki w poszukiwaniu zguby. CNG ocalił jednak swój honor - szybko udzielili mi informacji, że przesyłka od ponad tygodnia leży w jednym z pobliskich kiosków - punkcie odbioru GLS...
Subskrybuj:
Posty (Atom)